Są tacy co 9 maja organizują przemarsze wojskowych, a w gminie Piwniczna odbył się milszy oku i duszy góralskiej wygon owiec w ramach Nadpopradzkiego Festynu Pasterskiego.
Rozpoczęło się od mieszania owiec na Nakle przy Popradzie. Wikariusz tutejszej parafii ks. Przemysław odmówił stosowną modlitwę i poświęcił owce: co by się nie traciły, wilki i niedźwiedzie ich nie atakowały, by słuchały łowcorzy i przynosiły dochód jakiś. No bo to ino polityk i urzędnik może wyżyć z nic nie robienia. Reśta robić musi.
Z mieszaniem owiec mamy do czynienia wszędzie tam, gdzie prowadzi się wspólny wypas zwierząt pochodzących z różnych gazdówek. Osoba, która staje na czele takiego wypasu w Karpatach nazywana jest bacą. Jest to typ gospodarzenia jaki przyszedł w te tereny wraz z wołoskimi pasterzami. W umówionym dniu przywoziło się owce do bacy, który je wpuszczał w jeden koszar – czyli mieszał. Towarzyszyły temu zabiegi magiczne: mniej i bardziej pobożne, które miały zapewnić pomyślność wypasu. To co na Nakle działo się “na pokaz” w sąsiedniej góralskiej wsi Łomnicy wydarza się naprawdę. Działa tam jeszcze kilku baców, którzy na wiosnę zabierają owce od ich właścicieli – czyli je mieszają – i oddają je na jesieni. Jak sami mówią „nic już dziś przy tym nie carują, ino kropią owce wodą święconą”. Data wygonu owiec i redyku symbolicznie jest rozpięta pomiędzy dwoma świętami: świętego Wojciecha i Michała Archanioła.
Z Piwnicznej owce w barwnym korowodzie przemaszerowały na Kokuszkę do gazdówki Agaty i Wojciecha Długoszów, którzy prowadzą wzorcowe, nagrodzone w konkursie AgroUnii, gospodarstwo owczarskie. Tam odbywały się różne śpasy, które urozmaiciły święto pasterzy. W edukacyjnej bacówce można było podpatrzyć jak Antoni Maślanka pucy oscypki. Małgorzata Kubiak pokazywała jak ukisić herbatę, a Stanisław Jarząb uczył jak samemu można bat ukręcić. Nocny pokaz kowalstwa zorganizował Tomasz Ortyl. Było też liczne grono tkaczy z formami do wyplatania rękawic furmańskich, na czele z barwną postacią kosarzyskiej warszawianki – Ewy Sowińskiej, która pierwsza zwróciła uwagę na wyjątkowość i potencjał tej umiejętności. Dzieci, jak to przystało na imprezę sięgającą do tradycji, miały wyznaczone swoje miejsce zwane „Strefą dziecka”. Mogły tam ulepić owieczkę z gliny, poskakać w gumę, pośmigać w workach, poprzeciągać się liną albo rzucić baranowi na rogi obręcze. Co możemy uznać za pierwszy krok w zdobyciu umiejętności łapania owiec na arkan.
Wiosna to również czas strzyży owiec, do czego nawiązali organizatorzy festynu zapewniając uczestnikom festynu emocje podczas zawodów w strzyżeniu owiec. Zwycięzcą został Tadeusz Maślanka z Piwnicznej – hodowca owcy górskiej odmiany barwnej.
Oczywiście nie zabrakło muzyki. Specjalny pasterski program zaprezentował zespół „Dolina Popradu”, przygrywała też słowacka kapela Braci Jendrichowskich oraz Góralsi.
















